~Perspektywa Louis'a:~
Już wcześniej chciałem aby mnie przytuliła, potrzebowałem
jej przy sobie. Dopiero kiedy mnie przytuliła poczułem że jestem sobą a tak
byłem tylko cząstką siebie. Poszliśmy złożyć zeznania i od razu poszliśmy pod
sale operacyjną. Nigdy nie byłem taki zdenerwowany ja tu siedzę a Zayn leży tam
na stole i walczy o życie. Ore to chyba zauważyła
-Wszystko będzie dobrze
-Nie wiem
-Spokojnie - złapała mnie za rękę-Poczekasz tu muszę
odwiedzić znajomego
-Mogę iść z tobą nie chce teraz zostawać sam a zanim
chłopaki przyjadą...
-Dobra chodź - pociągnęła mnie
Szliśmy długim szpitalnym korytarzem aż zatrzymaliśmy się
przed salą 216 dziewczyna lekko zapukała i powoli uchyliła drzwi
-Mogę jestem ze znajomym
-Pewnie-usłyszałem zachrypnięty głos zza drzwi
Pokazała mi ruchem ręki abym wszedł za nią, ujrzałem
uśmiechniętego starszego pana który kogoś mi przypominał.
-Dziadku to jest Louis-przedstawiła mnie dziewczyna i
zwróciła się do mnie-Louis To mój dziadek Mark
-Miło mi pana poznać-z skądś go kojarzyłem ale nie mogłem
sobie w ogóle przypomnieć.
-Mam takie pytanie, czy kiedyś byłeś w Doncaster-lustrował
mnie wzrokiem
-Tak mieszkałem tam prze całe swoje życie, ale od 2 lat
mieszkam w Londynie
-To nie możliwe po tylu latach-w jego oczach było zdziwienie
-Dziadku coś się stało?-usiadła przy jego łóżku
-Ja i twoja babcia byliśmy kiedyś sąsiadami tego młodzieńca-na
jego twarzy pojawił się miły uśmiech
-To on jest tym chłopcem-zapytała Ore patrząc na mnie
-Tak-jej dziadek uśmiechnął się
-Ale o co chodzi? - spytałem skołowany
-Dziadek opowiadał mi że gdy mieszkał w swoim rodzinnym
mieście jako sąsiada miał chłopca który kochał marchewki i mój dziadek
specjalnie je dla niego, ciebie hodował. Uwielbiałam tą historie mówił że on mu
coś dał ale nie może powiedzieć co-zaśmiała się, miała uroczy śmiech. Skarciłem
się w myślach.
-Teraz pamiętam, twój dziadek był moim najlepszym
przyjacielem ale musiał wyjechać chciał mi to oddać ale kazałem mu to zostawić
na pamiątkę.
-Mam to po dziś dzień-mój starszy przyjaciel podniósł się do
pozycji siedzącej i spojrzał na mnie
-Wiecie powspominajcie a ja sprawdzę co z ...-przerwałem jej
-Zayn'em-ona się tylko uśmiechnęła i wyszła z sali. Usiadłem
na jej miejscu.
-Znalazłeś odpowiednio osobę do ,,rzeczy''-jego oczy były
przepełnione radością
-Powiedzmy że niedawno poznałem odpowiednią osobę ale
nawet..-usłyszałem otwieranie się drzwi i do sali weszła Ore
-Louis twoi koledzy przyjechali-uśmiechnęła
-Dziękuje za rozmowę może się jeszcze zobaczymy
-Wpadnij dziś z kolegami na 19 do mojej żony na kolacje w
końcu nie będzie jadła sama-teraz w jego oczach było widać troskę
-Dziękuje za zaproszenie postaramy się przybyć-uśmiechnąłem się
i wyszedłem z sali za Darcy
~Perspektywa Darcy:~
Przed salą chłopaka stali przyjaciele Louisa i Zayna.
-Może mi pomożesz bo ja nie wiem jak to powiedzieć-spojrzał
na mnie Louis.
-Tak-popatrzyłam na chłopców-Pan Malik, został postrzelony a
kula utknęła w żołądku, jest operowany od jakieś godziny ale jeszcze nie
wiadomo ile to potrwa, radze się uzbroić w cierpliwość. A i na przyszłość radze
załatwić lekarza na koncerty. No to chyba tyle bo więcej dowiem się dopiero po
operacji.
-Ale przeżyje?-spytał się blondynek.
-Sądzę że tak, no chyba że nie uda się zatamować krwotoku- uśmiechnęłam
się do nich-to może pójdziemy na kawę do bufetu, jestem na nogach przez cały
dzień i noc i powoli nie daje rady.
Wszyscy posłusznie poszli za mną i zajęliśmy duży stolik.
-Louis a może przedstawiłbyś nas pani doktor-powiedział
lodowaty.
-Nie jestem panią doktor, jestem Darcy ale mówcie mi Ore
-Dlaczego Ore?-spojrzał na mnie dziwnie Mulat
-Bo to je rude-wzięłam kosmyk włosów-to jest nie normalne.
-Ach okej, no to, to jest Niall, Harry, a ja jestem
Liam-wskazał po kolei Liam
-Ale jemu na prawdę nic nie będzie?-zapytał Niall ze
smutkiem w oczach
-Na pewno a wiecie kto strzelał?
-Jakaś psychofanka ale chyba najbardziej nas zdziwił to ze
znała twoje imię-powiedział Zayn
-Jak to?-szczerze to trochę się przestraszyłam
-Jak policja ja zatrzymała to krzyczała: „To wszystko przez
ciebie Darcy, gdyby nie ty to ja bym go uratowała"-Harry patrzyła się na
mnie, czekając na moją reakcje

.jpg)

.png)

