sobota, 22 grudnia 2012

Rozdzał 1: Seconds

Darcy


Wstałam jak zwykle. Mamy nie było w domu, nieuwarzałam że mnie zaniedbuje wiem że pomaga ludziom i nie mam jej za to zazłe. Zrobiłam sobie śniadanie,ubrałam sie dzisiał jechałam na festyn. Razem z wolontariatem zrobiliśmy akcje na pobieranie krwi. Chyba mam to mamie że uwielbiam pomagać ludziom. Na festiwal przyszło strasznie dużo ludzi a zwłaszcza nastolatek. Zebraliśmy litry krwi. Pod scene podjechała jakaś czarna furgonetka. Ochroniaże telewizja wszyscy oszaleli. A ja nie widziałam powodu dlaczego takie zamieszanie. O jezu przyjechał zespól One Direction dziecinada. Nic do nich nie mam ale kurcze nie tżeba sie tak jarać.Moje koleżaki z fundaci też ich lubiły, postanowiłyśmy wbić sie w tłum i porozdawać ulotki. Nagle ułamek sekundy, huk, pisk i wołanie o pomoc. Jeden z zespołu dostał w brzuch. Mama nałuczyła mnie że nawet największym wrogom tżeba pomagać.Nie zważając na nic pobiegłam do niego mocno krwawił zaczełaś sie drzeć do kolegi że tżeba go zawieść do szpitala. Niewiem jakim cudem to usłyszał, ale przyniusł nosze oboje zanieśliśmy go do karetki zaczełam sie drzeć na reszte zespołu
-Który jedzie
-Ale gdzie
-Do szpitala
-Ja moge -odezwał sie brunet
-Wskakuj
Jehaliśmy jak opentani.Ten brunet ciągle trzymał mulata za reke i powtarzał mu że przeżyje że nie może umżeć że ma rodzine przyjacił no i braci.Przypatrywałam sie im ten brunet był nawet całkiem ładny.Gdy dojehaliśmy, miałam szczęście i mama miała dyżur na izbie przyjęć.
-Darcy co ty tu robisz?
-Mamo przywiozłam chłopaka 19 lat rana postrzałowa w brzuch
-Dobra pogadamy w domu, a ten- wskazała na bruneta
-Kolega ranego
-Zabierz go z tond
-Chodz - powiedziałam zgarniając całego roztrześnionego chłopaka
-On z tego wyjdzie
-Pod opiekom mojej mamy proszę cie
-Dziękuje jesteś nie samowita
-Proszę cie zwyczajny ludzki odruch
-Naprawde ci dziękuje
-Nie ma za co
-Uratowałaś życie jednego z moich najlepszych przyjaciół
-Jak chcesz to możesz mi sie odwdzięczyć kawą i ciastkiem
-Świetny pomysł
Ruszyliśmy do szpitalnej kawiarenki, chłopak zadzwonił do reszty zespołu i rodziny mulata.Piliśmy kawe gadaliśmy głównie o mnie a ja sie skapnełam że jeszcze nie wiem jak ma na imie
-A tak pozatym jestem Ore
-Ore?
-To ksywka ale wole jak na mnie tak mówią
-Louis
-Strasznie podoba mi sie to imie mam plan aby tak nazwać swojego synka
-Miło mi to słyszeć a tak naprawde jak masz na imie
-Darcy
-Mój najlepszy kolega ma zamiar nazwać tak swoją córke
Po rozmawialiśmy jeszcze chwile, po chwili dostałam sms-a od mamy
-Twój kolega będzie operowany i policja zostala powiadomiona mamy przyjść zeznawać
-Mam nadzieje że nic mu nie będzie - mówił powolnie wstając
-Napewno
-Moge mieć do ciebie proźbe
-Pewnie
-Przytul mnie
Zrobiłam jak mi kazał i w mojim brzuchu zaczeły latać motylki, nogi robiły sie jak z waty serce szybciej biło po ciele przeszła gęsia skórka nigdy czegoś takiego nie przeżyłam

4 komentarze:

  1. jakie romantyczne ...ale czegoś mi brakuje hmm... no nie wiem ,ale ogólnie to spoko
    demordie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Booże, dziewczyno ortografia! Co chwilę jakiś błąd... Dosłownie w każdym zdaniu! To naprawde zniechęca do czytania... ;/
    PS. U mnie nowy -> http://imagin-onedirectionlove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam jestem dysortografem i mam problem z ortografią

      Usuń